Powrót do spisu treści
Murray Smith
Czas zakładać nowe partie socjalistyczne*
Działamy w kontekście, w którym klasa robotnicza Europy Zachodniej jest od ponad dwudziestu lat obiektem uporczywej ofensywy kapitalizmu, zmierzającej do pozbawienia jej wszelkich zdobyczy okresu powojennego. Ofensywa ta polega na atakach na służby publiczne, służbę zdrowia i oświatę, prywatyzacji znacjonalizowanych gałęzi przemysłu, atakach na opiekę społeczną i bezpieczeństwo zatrudnienia, wprowadzaniu elastycznych warunków pracy, deregulacji rynku pracy itd.
Zaczęła się pod koniec lat siedemdziesiątych. Była reakcją kapitalistów na koniec powojennego rozkwitu gospodarczego i na długą falę depresyjną, która rozpoczęła się wraz z recesją lat 1974-1975. Proces zwany globalizacją też przypada na ten okres. Jego rola polega przede wszystkim na uwolnieniu kapitału i towarów od ograniczeń narzuconych w okresie powojennym i umożliwieniu ich swobodnego przepływu po całym świecie, swobodnej koncentracji kapitału oraz swobodnego wyzysku pracowników i biedoty. W tym okresie kapitalizm nabiera coraz bardziej pasożytniczego charakteru. Zyski czerpane z wyzysku siły roboczej w coraz większej mierze inwestuje się nie w produkcję, lecz w rozmaite operacje finansowe. Równolegle zachodzą istotne i sprzyjające ofensywie kapitalistów zmiany w składzie klasy robotniczej - zanikają tradycyjne środowiska, które często były najlepiej zorganizowane, najbardziej bojowe i politycznie najbardziej świadome.
Materialnej ofensywie przeciwko klasie robotniczej towarzyszy ofensywa ideologiczna, promująca rzekomą wyższość gospodarki rynkowej. Po upadku Związku Radzieckiego ofensywę tę wzmocnił agresywny dyskurs o fiasku socjalizmu; rzekomo dowodzi ono, że kapitalizm to jedyny system, który działa - że można sobie przy nim pomajstrować, ale na pewno nie można go poważnie zreformować, a już tym bardziej zakwestionować, ponieważ nie ma wobec niego żadnej alternatywy i nie można naruszać świętych "praw rynku". Dyskurs o rynku jest oczywiście lipą, co łatwo można wykazać. W przeszłości państwo burżuazyjne często interweniowało w gospodarce broniąc w ten sposób interesów własnych kapitalistów narodowych i regulując stosunki między pracodawcami a pracownikami. Dziś państwo też aktywnie interweniuje, tyle że promuje globalizację i politykę neoliberalną. Mimo to prowadzoną pod hasłem "fiaska socjalizmu" ofensywę należy brać na serio. Nie tylko bilans stalinizmu, ale również socjaldemokracji i licznych reżimów radykalno-nacjonalistycznych, które określały się jako socjalistyczne, sprawia, że pilne i nieodzowne staje się wypracowanie wiarygodnej perspektywy socjalizmu demokratycznego dla XXI w.
Należy liczyć się z głębokimi skutkami tej intensywnej i przewlekłej ofensywy kapitalistycznej w dziedzinie organizacji i świadomości klasy robotniczej, bo to w takich ramach zachodzą obecne przegrupowania w ruchu robotniczym.
Od początku ofensywa przeciwko klasie robotniczej była prowadzona nie tylko przez rządy prawicowe, ale również lewicowe. W Wielkiej Brytanii kojarzy się ją z Margaret Thatcher; to ona zadała klasie robotniczej ciężkie klęski i przetarła szlak, którym - na ogół z mniejszym powodzeniem - usiłowały pójść inne rządy burżuazyjne w Europie. Lecz tradycyjne partie lewicy nie tylko nie broniły klasy robotniczej, ale konsekwentnie prowadziły taką politykę, jakiej wymagał od niej kapitał. Jak napisał w Financial Times (z 2 września 1999 r.) Samuel Brittan, "idee kontrrewolucyjne częściowo wprowadziły w życie rządy Reagana i Thatcher, co niektórym wystarczało do ich potępienia. Jednak w rzeczywistości kontrrewolucje brytyjska i amerykańska rozpoczęły się pod koniec rządów Callaghana i Cartera - z punktem zwrotnym mieliśmy do czynienia w 1976 r., gdy Callaghan odmówił zaangażowania rządu w utrzymanie pełnego zatrudnienia. Kontrrewolucję kontynuuje faktycznie obecny rząd labourzystowski."
To całkiem logiczne. Przez kilkadziesiąt lat powojennych rola socjaldemokracji polegała na obronie takiego ładu kapitalistycznego, który w porównaniu z poprzednim okresem integrował pewne istotne zdobycze socjalne klasy robotniczej. Socjaldemokracja uczestniczyła w obronie czegoś, co nazwano konsensem powojennym - powstał on po 1945 r., gdy układ sił był korzystny dla klasy robotniczej, a w wielu krajach Europy kapitaliści naprawdę bali się rewolucji. Konsens ten obejmował rozwój państwa opiekuńczego, zwiększenie praw pracowniczych, dostęp dzieci z rodzin robotniczych do wyższych studiów i znaczne rozszerzenie sektora publicznego. Kapitaliści mogli z tym żyć w okresie powojennego rozkwitu gospodarczego, który przyniósł również stosunkowo wysokie płace, niskie bezrobocie i silne organizacje związkowe.
Od lat siedemdziesiątych przesłanie kapitału jest jednak jasne - okres ustępstw się skończył, nie stać nas na nie, a co więcej musimy odebrać to, co dawniej byliśmy zmuszeni wam oddać. W tej sytuacji reformiści mieli do wyboru: albo oparcie się na klasie robotniczej celem obrony jej zdobyczy socjalnych, albo okazanie posłuszeństwa swoim panom-kapitalistom. Jednomyślnie wybrali to drugie. Złudzenia co do tego, że partie te mają niejako dwoistą naturę, że są zawieszone gdzieś między pracą a kapitałem, musiały się rozwiać. W ostatecznym rachunku reformiści zawsze bronili kapitalizmu - czy to w dobrych, czy w złych czasach.
Nawet nie bardzo się wahali, jeśli nie liczyć lat 1981-1983, kiedy to we Francji rząd socjalistyczny bez przekonania próbował prowadzić nieco bardziej lewicową politykę, zanim nie przywołała go do porządku presja rynku. Socjaldemokracja europejska z takim samym, a nieraz nawet większym niż prawica zapałem prowadziła i prowadzi politykę zgodną z wymogami kapitalistów. González w Hiszpanii, najpierw Mitterrand, a obecnie Jospin we Francji, Schröder w Niemczech, Blair w Wielkiej Brytanii, a nawet były komunista DAlema we Włoszech - wszyscy oni prowadzili lub prowadzą zasadniczo tę samą politykę, co rządy prawicowe. Nie tylko okazało się, że partie socjaldemokratyczne zupełnie nie nadają się do obrony bieżących interesów klasy robotniczej, ale że stanowią oręż w ataku na jej pozycje. Na tym tle nigdzie nie doszło do poważniejszych rozłamów z lewa. Najpoważniejsza opozycja w tych partiach została pobita w latach osiemdziesiątych. Byli przedstawiciele lewego skrzydła socjaldemokracji albo zostali przekupieni, albo po prostu skapitulowali wobec dominującego klimatu ideologicznego względnie zostali wyeliminowani lub zepchnięci na margines.
Tak więc, po pierwsze, partie te zburżuazyjniały, a po drugie nigdzie nie wywołało to reakcji w postaci poważnego rozłamu. Wynika z tego, że rola tych partii jako potencjalnych narzędzi obrony klasy robotniczej jest skończona. Żywilibyśmy złudzenia, gdybyśmy mniemali, że pod presją mas mogą one prowadzić inną politykę, zgodną z interesami pracowników i biedoty. Podobnie jak jakikolwiek rząd burżuazyjny, ugną się one i cofną pod presją ruchu robotniczego, jak to czasami zdarzyło się w ostatnich latach w Niemczech, a jeszcze bardziej we Francji, ale gdy tylko presje zelżeje, przejdą do kontrataku, bo taka jest ich funkcja.
Oczywiście, wielu pracowników nadal głosuje na tradycyjne partie lewicy, upatrując w nich mniejsze zło od prawicy. W ostatnich latach wszędzie jednak wzrasta absencja wyborcza klasy robotniczej. Ci robotnicy, którzy przestają głosować, dają wyraz swojej negatywnej postawie wobec partii, które ich zdradziły. Tam wszędzie, gdzie mają okazję głosować na pozytywną alternatywę socjalistyczną - np. na Szkocką Partię Socjalistyczną (SSP), wspólną listę Walki Robotniczej (LO) i Związku Rewolucyjnych Komunistów (LCR) we Francji czy Blok Lewicowy (BE) w Portugalii - wielu z nich tak czyni. Prawdą jest również to, że niektórzy działacze socjalistyczni, nie widząc alternatywy, nadal są członkami partii socjaldemokratycznych czy komunistycznych. Ich jednak też będzie można pozyskać, gdy zaistnieje wiarygodna alternatywa.
Europejskie partie komunistyczne przeżywały już schyłek przed upadkiem Muru Berlińskiego i rozpadem Związku Radzieckiego. Teraz ich schyłek jest ostateczny. Mniejsze spośród nich albo znikły, albo zeszły na margines i często są dziś mniej wpływowe od trockistów i byłych maoistów. Większym udało się utrzymać, ale bardzo osłabły - tak jest we Francji, Portugalii, Hiszpanii i Grecji. Tylko we Włoszech zawrotne tempo ewolucji partii komunistycznej na prawo, które doprowadziło do utworzenia na lewicy nowej partii burżuazyjnej, odgrywającej taką samą rolę, jaką gdzie indziej odgrywa socjaldemokracja, doprowadziło do rozłamu od góry do dołu między lewym i prawym skrzydłem i powstania nowej masowej partii robotniczej - Partii Odrodzenia Komunistycznego (PRC). W Hiszpanii partia komunistyczna była kręgosłupem Zjednoczonej Lewicy (IU), która w latach dziewięćdziesiątych występowała w roli pewnego rodzaju alternatywy z lewa wobec socjaldemokracji. W Niemczech powstała szczególna sytuacja, gdyż była partia rządząca w Niemczech Wschodnich przekształciła się w Partię Demokratycznego Socjalizmu (PDS), która we wschodnich landach ma masową bazę, a w zachodnich przyłączyły się do niej niektóre inne nurty lewicowe i udało jej się zdobyć tam skromne przyczółki.
Dawne partie komunistyczne mają bardzo niewielki margines manewru. Mimo rosnącej samodzielności wobec Moskwy w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, ich tożsamość wynikała w dużej mierze z powiązań ze Związkiem Radzieckim. Odcięte od źródła, mają niewielki wybór. Mogą stać się młodszymi braćmi dominujących partii socjaldemokratycznych, mogą uprawiać jałową opozycję i wreszcie mogą wziąć udział w procesie tworzenia nowych partii robotniczych. Tę trzecią możliwość wybrała tylko włoska PRC, przy czym nie obyło się bez trudności. Francuska Partia Komunistyczna (PCF) - to podręcznikowy przykład, co dzieje się, gdy taka partia wchodzi wraz z socjaldemokracją w skład koalicji rządzącej i ma niejasną nadzieję, że wpłynie na nią z lewa. Na nic nie wpływa, a jedynie stanowi dość kiepski lewicowy kamuflaż rządu w oczach topniejących środowisk klasy robotniczej, które jeszcze na nią liczą. W chwili, gdy piszemy te słowa, przywódca komunistów francuskich Robert Hue plasuje się w badaniach poparcia dla potencjalnych kandydatów w przyszłych wyborach prezydenckich za Arlette Laguiller z trockistowskiej organizacji Walka Robotnicza. W Hiszpanii Zjednoczona Lewica przeżywa ciężki kryzys. Uprawiała zygzakowatą politykę, raz głosując z prawicą przeciwko PSOE, to znowu tworząc bez skrupułów blok z tą samą partią, co skończyło się katastrofą wyborczą.
Jeśli wyłączymy włoską PRC, bo o ile ostateczny wynik jej ewolucji politycznej nie jest pewny, o tyle przesunęła się ona na lewo i przeszła do opozycji wobec rządu centrolewicowego, a być może również jeśli postawimy pod znakiem zapytania ewolucję niemieckiej PDS, to okaże się, że pozostałe partie komunistyczne nie będą siłami napędowymi procesu budowy nowych partii. To nie przypadek. Choć partie te miały w swoich szeregach wielu działaczy szczerze wierzących w potrzebę socjalistycznego przeobrażenia społeczeństwa, bardzo dawno przestały być partiami rewolucyjnymi, za jakie się podawały. Zaiste, wiele dziesięcioleci kolaboracji klasowej nie przygotowuje do prowadzenia niezależnej polityki klasowej.
Wobec zburżuazyjnienia tradycyjnych partii robotniczych konieczna jest budowa nowych partii robotniczych. Jaka powinna być podstawa tych partii? W różnych okresach swojej historii klasa robotnicza potrzebowała różnego rodzaju partii. W 1864 r. Pierwsza Międzynarodówka starała się skupić wszystkie organizacje robotnicze, jakie wówczas istniały, przy czym nie wszystkie z nich były nawet socjalistyczne. W dwadzieścia pięć lat później Druga Międzynarodówka była krokiem naprzód - zarówno pod względem ilościowym, bo obejmowała partie masowe, jak i pod względem jakościowym, bo na ogół partie te stawiały sobie za cel socjalizm i w większości pozostawały pod silnym wpływem marksizmu. Po pierwszej wojnie światowej nastąpił podział na tych, którzy uważali, że do socjalizmu dojdzie się uzyskując większość parlamentarną w ramach państwa burżuazyjnego i przeprowadzając reformy, i tych, którzy uważali, że do socjalizmu można dojść jedynie drogą rewolucyjną, ustanawiając, tak jak w Rosji, państwo robotnicze. Obu tych opcji broniły partie, które organizowały lub wywierały wpływ na miliony pracowników. Nawet o wiele później, na początku lat siedemdziesiątych, w ruchu robotniczym toczyły się debaty w sprawie strategii, jaką należy obrać, aby doprowadzić do przeobrażeń socjalistycznych. Tłem tych debat były tak przełomowe wydarzenia, jak Maj 68 we Francji, doświadczenie Jedności Ludowej w Chile i rewolucja portugalska. Nawet taka Partia Socjalistyczna (PS) we Francji wzywała w latach siedemdziesiątych do zerwania z kapitalizmem.
Jaka jest dziś sytuacja? Linia podziału nie przebiega między socjalistami, którzy są za reformami, a socjalistami, którzy są za rewolucją. Przebiega między "socjalistami", których jedyną ambicją jest zarządzanie kapitalizmem, a socjalistami, którzy bronią idei, że wobec kapitalizmu istnieje alternatywa. Tzw. reformiści niczego nie reformują, lecz przeprowadzają kontrreformację. Dlatego nawet rzeczywistych reformistów można przekonać do konieczności radykalnego, socjalistycznego przeobrażenie społeczeństwa. W dokumencie szwedzkiej sekcji Komitetu na rzecz Międzynarodówki Robotniczej z 1996 r. słusznie napisano: "Utworzenie nowej partii robotniczej nie będzie oznaczało odbudowy socjaldemokracji. Nawet jeśli w pierwszych fazach będą przeważały w niej idee reformistyczne, prawdopodobnie polegające na odwoływaniu się do Ťprawdziwej socjaldemokracjiť, ich postawa będzie zupełnie inna niż w przeszłości. Jedynym sposobem obrony nawet starych reform jest dziś walka czynna i socjalistyczna przebudowa społeczeństwa." W chwili obecnej nie chodzi o wybór między perspektywą reformistyczną a przeobrażeniami rewolucyjnymi, lecz między poważną walką o reformy w perspektywie przeobrażeń rewolucyjnych a rezygnacją nie tylko z rewolucji, ale również z reform. Marksiści powinni być dziś nie tylko rzecznikami socjalistycznego przeobrażenia społeczeństwa, ale również najlepszym bojownikami o radykalne reformy.
Wcale to nie znaczy, że spór o reformę i rewolucję jest bezprzedmiotowy. W ostatecznym przecież rachunku myśl, że można dojść do socjalizmu uzyskując po prostu większość w parlamencie i posługując się istniejącym aparatem państwowym, nie demontując struktur, które burżuazja wzniosła pieczołowicie, aby ustrojowi kapitalistycznemu zapewnić obronę, nie neutralizując nieuchronnego sabotażu ze strony kapitalistów, nie tworząc państwa nowego typu, jest dziś tak samo złudna, jak złudna była wczoraj. Gdybyśmy jednak chcieli budować dziś na tej podstawie partię masową, to skoczylibyśmy o jeden most za daleko. Dziś, po okresie, w którym klasa robotnicza została zepchnięta z zajmowanych pozycji, musimy gromadzić siły i dokonywać przegrupowań broniąc idei socjalizmu jako alternatywy wobec kapitalizmu; musimy rozpocząć marsz ku temu celowi mając za punkt wyjścia walki, jakie toczy obecnie klasa robotnicza i proponując posunięcia, które służyłyby konkretnej poprawie jej położenia.
Decydujący jest punkt ciężkości nowych partii socjalistycznych. Nikt nie ma wątpliwości, że ważne jest, aby socjaliści brali udział w codziennych walkach ludzi pracy, a także reprezentowali ich w parlamencie i samorządach terytorialnych. Pytanie, co ma przeważać. Powinniśmy mieć taką koncepcję, zgodnie z którą socjaliści stanowią w parlamencie ekspresję walk pozaparlamentarnych, a nie zajmować tradycyjną postawę reformistyczną, zgodnie z którą walka pozaparlamentarna jest po prostu środkiem nacisku na parlament.
Kluczowe pytanie brzmi: jak w obecnej sytuacji przystąpić do tworzenia nowych partii, jak poczynić pierwsze kroki na tej drodze? Otóż musimy wyjść od istniejących zasobów ludzkich. Stanowią je członkowie lub byli członkowie partii socjaldemokratycznych, którzy pozostają wierni swoim przekonaniom socjalistycznym. Odnosi się to również, a nawet w jeszcze większej mierze, do partii komunistycznych. Ogromne znaczenie ma też to, co się dzieje w związkach zawodowych. Na ogół ewolucji partii reformistycznych na prawo towarzyszą, i to z zapałem, przywódcy związkowi. Związki pozostają jednak - choć niedoskonałym - środkiem obrony klasy robotniczej. Wielu działaczy związkowych rozumie, że walce, jaką prowadzą, potrzeba wymiaru politycznego. W przeszłości w sposób naturalny popierali oni partie socjaldemokratyczne lub komunistyczne, a nawet wstępowali do nich. Dziś czynią tak coraz rzadziej. We Francji zwrot nie tylko partii komunistycznej, ale również Powszechnej Konfederacji Pracy (CGT) - bojowej centrali, która była i w dużym stopniu pozostaje związana z tą partią - na prawo osierocił całe pokolenie działaczy związkowych. Ponadto działają tam nowe, niezależne związki zawodowe, których nie reprezentuje żadna partia. W brytyjskich związkach zawodowych po raz pierwszy kwestionuje się na serio powiązania z Partią Pracy. Stosunki między związkami a partiami politycznymi różnią się w poszczególnych krajach, lecz w każdym bojowi związkowcy będą kluczowym składnikiem nowej partii socjalistycznej.
Na pozycje socjalistyczne przejdą nieraz działacze z nacjonalistycznym rodowodem politycznym - tacy, którzy uświadomią sobie, że prawdziwa niepodległość zarówno w Szkocji, jak i w Kraju Basków, Katalonii, Galicji, na Korsyce i gdzie indziej może być tylko socjalistyczna. W grę wchodzi również "zielony czynnik" - bojowi ekolodzy, którzy rozumieją, że aby być zielonym, trzeba być czerwonym, co często stanowi reakcję na ewolucję oficjalnych Partii Zielonych na prawo: we Francji i w Niemczech partie do wchodzą w skład koalicji rządzących, które prowadzą politykę neoliberalną.
Last but not least, jest lewica rewolucyjna, a więc trockiści różnych odcieni i byli maoiści, którzy w większości krajów zachodnioeuropejskich reprezentują znaczne siły. W tej mierze, w jakiej organizacje te, niezależnie od takich czy innych wad, bronią nadal potrzeby przeobrażeń socjalistycznych i dysponują zorganizowanymi siłami bojowymi, mają one do odegrania potencjalnie decydującą rolę. Będą mogły jednak odegrać ją wtedy, gdy zrozumieją potrzebę konwergencji z innymi siłami, a nie tylko gdy będą postrzegały budowę własnych organizacji jako cel sam w sobie. Jak w 1934 r. pisał Trocki, "nie powinniśmy uważać się za namiastkę nowej partii, a jedynie za narzędzie jej tworzenia". Niestety, w tak kluczowym kraju, jak Francja, możliwość wykorzystania wspólnej kampanii wyborczej Walki Robotniczej i Związku Rewolucyjnych Komunistów jako trampoliny dla nowej partii została dotychczas zmarnowana - głównie z powodu zupełnego niezrozumienia potrzeby budowy takiej partii przez Walkę Robotniczą.
Po określeniu, jakiego typu partii potrzebujemy i jakie siły powinny połączyć swoje wysiłki celem ich utworzenia, należy zastanowić się, jak je skupić. Otóż przy tworzeniu nowych partii socjalistycznych zasadnicze znaczenie ma pluralizm polityczny i funkcjonowanie demokratyczne. Należy podchodzić do tego zagadnienia na dwóch płaszczyznach.
Po pierwsze, należy przyswoić sobie nauki płynące z doświadczenia ruchu robotniczego XX w. W szczególności trzeba dokonać bilansu stalinizmu i powrócić do starej tradycji ruchu robotniczego - jeszcze w pierwszych latach istnienia Międzynarodówki Komunistycznej tradycją tego ruchu były partie niemonolityczne, w których istniało prawo do tworzenia tendencji, nurtów i platform. Pod tym względem wpływ stalinizmu dał się odczuć daleko poza zasięgiem promoskiewskich partii komunistycznych. Nurty maoistowskie, które wyszły z tych partii i utworzyły własne organizacje, nie zerwały ze stalinizmem. Na pierwszy rzut oka bardziej zaskakujące, ale bezsporne jest to, że wpływy stalinizmu udzieliły się również organizacjom trockistowskim, które powinny być na nie uodpornione. Ogólnie rzecz biorąc, daje się to wytłumaczyć szerokim oddziaływaniem stalinizmu na ruch robotniczy - ulegli mu nawet jego wrogowie. Walka o utrzymanie przez wiele dziesięcioleci po 1945 r. małych organizacji w obliczu potęgi partii stalinowskich i socjaldemokratycznych też odegrała swoją rolę. Sprzyjała kształtowaniu się w ich łonie reżimów autorytarnych. "Centralizm demokratyczny", zamiast służyć podejmowaniu decyzji na gruncie szerokiej debaty demokratycznej, która pozwala osiągać jedność w działaniu, stawał się często mechanizmem służącym wydawaniu odgórnych poleceń, utrzymywaniu dyscypliny ideologicznej i zniechęcaniu do niezależnego myślenia. Było to wynaturzeniem tradycji marksistowskiej. Wszystkie organizacje trockistowskie stanęły wobec konieczności zerwania z tym wynaturzeniem. Niektóre zerwały z nim, a inne nie.
Po drugie, jest jedna bardzo szczególna racja, który przemawia za potrzebą pluralizmu. Na ogół nowe partie nie powstają dziś w wyniku rozłamów w istniejących organizacjach. Co prawda we Włoszech mieliśmy do czynienia z rozłamem w partii komunistycznej, ale nawet w tym przypadku do powstania PRC przyczyniły się całkiem spore siły o innych rodowodach. Gdzie indziej nowe formacje powstały nie w wyniku dzielenia, lecz łączenia sił o rozmaitych rodowodach. W Portugalii Blok Lewicowy powstał w 1999 r. w rezultacie wspólnej inicjatywy trzech grup - Rewolucyjnej Partii Socjalistycznej (PSR, sekcji Czwartej Międzynarodówki), Unii Ludowo-Demokratycznej (UDP, byłej organizacji maoistowskiej) i Polityki XXI (ugrupowania lewicowych intelektualistów wywodzących się na ogół z partii komunistycznej). W Danii Sojusz Czerwono-Zielony powstał w 1989 r. w wyniku konwergencji trockistów, odłamu partii komunistycznej, nurtu lewicowo-socjalistycznego i nurtu ekologicznego. W Norwegii Czerwony Sojusz Wyborczy początkowo stanowił front wyborczy partii maoistowskiej, ale przeobraził się w szerszą formację, gdy w latach dziewięćdziesiątych przystąpiły do niego inne nurty socjalistyczne. W Turcji Partię Wolności i Solidarności stworzyły w 1996 r. byłe organizacje guevarystowskie, środowiska wywodzące się z dawnych partii promoskiewskich, trockiści i inni. Prawdopodobnie tak będzie również gdzie indziej. Połączenie nurtów, które mają odmienne tradycje i kultury polityczne, oraz zintegrowanie elementów bezpartyjnych, które często mają za sobą negatywne doświadczenia działalności w związkach zawodowych lub partiach politycznych, to delikatna sprawa. Wymaga cierpliwości i tolerancji. Wymaga prawdziwie demokratycznego trybu funkcjonowania, który gwarantuje prawa poszczególnych nurtów. Ponadto tylko taki tryb może być atrakcyjny dla nowych pokoleń, które w nowych partiach socjalistycznych będą stanowiły przeważającą siłę.
Nie wystarczą jednak formalne prawa demokratyczne. Należy zerwać z mentalnością grup, które uważają, że to one mają zawsze rację, a wszyscy inni się mylą, że to one stanowią partię rewolucyjną. Należy zerwać z podchodzeniem do innych nurtów socjalistycznych jak do wrogich organizacji. Nie znaczy to, że powinniśmy zaniechać dyskusji o rozbieżnościach, jakie występują między poszczególnymi nurtami i że nie należy przeciwstawiać się poglądom, które uważamy za błędne. Powinniśmy jednak czynić to w duchu braterskiej współpracy, stawiając sobie za cel osiągnięcie większej spoistości politycznej i jedności w działaniu.
Pod wieloma względami zadania, wobec których stoimy obecnie, są podobne do zadań z czasów tworzenia się pierwszych masowych partii robotniczych pod koniec XIX w. - z jedną istotną różnicą. Nie zaczynamy od zera. W międzyczasie był wiek XX. Klasa robotnicza przeżyła doświadczenia wojen, rewolucji, stalinizmu i faszyzmu. Z tych doświadczeń socjaliści wyciągnęli wnioski, które udoskonaliły pierwotną marksistowską analizę społeczeństwa kapitalistycznego. To wszystko jest ważne, jeśli chcemy wypracować strategię przeobrażeń socjalistycznych w nowym stuleciu. Dlatego uważamy, że po to, aby zapłodnić nowe partie socjalistyczne marksistowskimi metodami analizy i naukami płynącymi z historii ruchu robotniczego - a więc po to, aby lepiej rozumieć świat, który chce się zmieniać - konieczna jest budowa w łonie tych partii tendencji marksistowskiej lub tendencji marksistowskich. W Szkockiej Partii Socjalistycznej stara się to czynić Międzynarodowy Ruch Socjalistyczny (ISM).
Jedną z nauk, jakie wynikają z historii ruchu robotniczego, jest to, że w ostatecznym rachunku walka o socjalizm poniesie fiasko, jeśli w każdym kraju będzie prowadzona z osobna - że musi być ona międzynarodowa, bo międzynarodowy jest kapitalizm. Oto dlaczego tak ważne jest rozwijanie przez Szkocką Partię Socjalistyczną stosunków z socjalistami na wszystkich kontynentach i wspieranie przez nią międzynarodowych mobilizacji przeciwko globalizacji kapitalistycznej. W szczególności jednak powinniśmy zacieśniać więzy z socjalistami w Europie i wspólnie tworzyć socjalistyczną alternatywę wobec Europy kapitalistycznej.
Na nieco dłuższą metę działamy na rzecz utworzenia międzynarodowego przymierza partii socjalistycznych. Oczywiście, istnieją już międzynarodowe organizacje socjalistyczne - takie jak Komitet na rzecz Międzynarodówki Robotniczej, do której należy ISM [artykuł napisano przed zerwaniem ISM z tym komitetem - red.] (1). Żadna z nich nie może jednak twierdzić, że zna odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie w skali międzynarodowej stoją przed ruchem robotniczym. Nie należy też wyobrażać sobie, że masowa Międzynarodówka rozwinie się tylko z jednej z istniejących organizacji międzynarodowych lub powstanie wokół niej. Uważamy jednak, że organizacje te mogą odegrać fundamentalną rolę w tworzeniu szerszego przymierza sił socjalistycznych. Na podstawie kontaktów, jakie ostatnio ustanowiliśmy, i w wyniku pierwszej konferencji takich sił, która odbyła się w marcu 2000 r. w Lizbonie (2), wkrótce między siłami socjalistycznymi w Europie będzie można kształtować bardziej zorganizowane więzy.
* Artykuł ukazał się w International Socialist, kwartalniku Międzynarodowego
Ruchu Socjalistycznego (ISM, platformy w Szkockiej Partii Socjalistycznej),
Dundee, jesień 2000 r. Po zerwaniu z Komitetem na rzecz Międzynarodówki
(w styczniu 2001 r.) ISM zaprzestał wydawania tego kwartalnika
i zaczął wydawać dwumiesięcznik Frontline.
1. Największe to Czwarta Międzynarodówka, Międzynarodowa Tendencja
Socjalistyczna, Komitet na rzecz Międzynarodówki Robotniczej,
Międzynarodowa Unia Pracujących - Czwarta Międzynarodówka i Międzynarodowy
Związek Pracujących - Czwarta Międzynarodówka. (Przyp. red.)
2. W konferencji europejskiej lewicy antykapitalistycznej, zwołanej
w Lizbonie w marcu 2000 r. z inicjatywy Bloku Lewicowego (BE,
Portugalia), wzięły udział: Szkocka Partia Socjalistyczna (SSP),
Związek Rewolucyjnych Komunistów (LCR, Francja), Czerwone Przymierze
Wyborcze (RV, Norwegia), Przymierze Czerwono-Zielone (RGA, Dania),
Partia Wolności i Solidarności (ÖDP, Turcja), Przestrzeń Alternatywna
(EA, nurt Zjednoczonej Lewicy, Hiszpania), Katalońska Lewica Republikańska
(ERC) i Blok Nacjonalistyczny Galicji (BNG). W następnej konferencji,
zwołanej w Paryżu w grudniu 2000 r. z inicjatywy Związku Rewolucyjnych
Komunistów (LCR, francuskiej sekcji Czwartej Międzynarodówki),
wzięły udział: Szkocka Partia Socjalistyczna (SSP), Londyńskie
Przymierze Socjalistyczne (LSA), Przymierza Socjalistyczne (SA,
Anglia i Walia), Socjalistyczna Partia Robotnicza (SWP, Wielka
Brytania), Czerwone Przymierze Wyborcze (RV, Norwegia), Przymierze
Czerwono-Zielone (RGA, Dania), Blok Lewicy (BE, Portugalia), Lewica
(Luksemburg), SolidaritéS (Szwajcaria) i Ruch Jedności Patriotycznej
(Turecka Społeczność Cypryjska); poparcia konferencji udzieliły
Partia Wolności i Solidarności (ÖDP, Turcja), Przestrzeń Alternatywna
(EA, Hiszpania) i Zutik (Kraj Basków), a w charakterze obserwatora
była na niej obecna Partia Socjalistyczna (SP, Anglia i Walia
). (Przyp. red.)
Murray Smith (ur. 1944) - od 1968 do 1993 r. działał kolejno w
brytyjskiej i francuskiej sekcji Czwartej Międzynarodówki i był
redaktorem paryskiego Inprecora, a od 1993 do 1999 r. w kierownictwie
Komitetu na rzecz Międzynarodówki Robotniczej. W 1999 r. wstąpił
do Szkockiej Partii Socjalistycznej (SSP), w której kieruje wydziałem
międzynarodowym. W partii tej należy do Międzynarodowego Ruchu
Socjalistycznego (ISM) i jest redaktorem naczelnym jego czasopisma
Frontline.
|