Powrót do spisu treści
Joseph Samaha
Dziesięć różnic między palestyńskim Hamasem i Dżihadem
a talibami i Al-Kaidą*
Jedno z pochopnych porównań, od jakich roi się po 11 września, polega na wrzucaniu
palestyńskiego Hamasu i Dżihadu Islamskiego do tego samego worka, co talibów
i organizacji Al-Kaida. Wszystkie te ugrupowania noszą etykietkę fundamentalistyczną,
która oznacza wschodzącego wroga, i wszystkie są zamieszane w akcje zbrojne,
których celem są cywile. Nie ma więc mowy o ich odmiennym traktowaniu, a koalicja
międzynarodowa w Afganistanie – wraz ze swoimi celami, metodami i modus operandi
– ma dokładnie ten sam charakter, co w Palestynie.
Tym razem to nie diabeł tkwi w szczegółach, lecz prawda. Nieumiejętność dostrzeżenia
różnic między tymi organizacjami zaciemniałaby nam obraz 11 września. Oto wstępna
lista odmienności, które dzielą Hamas i Dżihad Islamski od talibów i Al-Kaidy.
- Oba ugrupowania palestyńskie nie odwracają się plecami do kwestii narodowej.
To wcale nie szczegół, ponieważ inne organizacje „dżihadzkie” – np. w Algierii
czy w Afganistanie lub w pewnych skrajnych kołach w Egipcie – postępują zgoła
inaczej. Gdy mowa o kwestii narodowej, chodzi o ziemię, okupację i wyzwolenie
i o określenie działań i stosunków, jakie są konieczne do osiągnięcia tego
specyficznego celu. Dobrze wiadomo, że zwłaszcza w ostatnich latach oba działające
w Afganistanie ugrupowania nie przywiązują najmniejszego znaczenia do takich
kwestii. Waga tego punktu może wynikać z tego, że wraz z wybuchem w 1987 r.
pierwszej Intifady palestyńskie odgałęzienie fundamentalizmu islamskiego przeszło
radykalne przeobrażenia, ewoluując od wezwania do islamizacji społeczeństwa
jako pierwszoplanowego zadania do uznania, że najważniejsze jest wyzwolenie
Terytoriów Okupowanych.
- Hamas i Dżihad nie dążą do ustanowienia na Ziemi kalifatu islamskiego ani
nie nawołują czy nie zmuszają tych, którzy nie są muzułmanami, aby nawrócili
się na ich wiarę – co nie znaczy, że sobie tego nie życzą, lecz to nie figuruje
w ich długofalowym programie. Potrafią więc żyć na takim świecie, jaki jest,
pod warunkiem, że ten zapewni ich narodowi prawa narodowe. Nie ma to oczywiście
nic wspólnego z paranoją, która ogarnęła mułłę Muhammada Omara i Usamę ben
Ladena i popchnęła ich do szalonej awantury, której przebieg, a przede wszystkim
skutek, jest dobrze znany.
- Zarówno Hamas, jak i Dżihad utrzymują czy to gniewny, czy spokojny dialog
z władzami Autonomii Palestyńskiej. Gdy (z inicjatywy władz autonomii) dialog
ten wyrodnieje w przemoc, dzieje się tak nie z powodu sporu o charakterze
religijnym czy oskarżeń, że Jaser Arafat nie zaprowadza szariatu – prawa islamskiego.
Przyczyna jest zawsze polityczna – spory niezmiennie dotyczą spraw związanych
z rokowaniami z Izraelem, metod działania i możliwości wywierania presji na
Izrael bez względu na wymogi zawartych z Izraelem porozumień. Hamas i Dżihad
mogą krytykować korupcyjne strony zachowania ludzi sprawujących w autonomii
władzę, ale nie nawołują np. do wprowadzenia gospodarki islamskiej czy wydania
wojny kasynu w Jerychu ani nie czynią nic takiego, co sugerowałoby, że ponad
sprawą narodową stawiają sprawy związane z wiarą i to, jak mają się one do
życia codziennego.
- W rezultacie Hamas i Dżihad Islamski nie mają żadnych skrupułów, aby zawierać
sojusze z palestyńskimi ugrupowaniami marksistowskimi, a przynajmniej świeckimi.
Miały już miejsce akcje przeprowadzane wspólnie z Ludowym Frontem Wyzwolenia
Palestyny, zaś stosunki z kierowanym przez Al-Fatah Tanzimem rozwijają się
w najlepsze. Wystarczy znać podstawowe aspekty myśli talibów, aby zdać sobie
sprawę, że zachowanie ich odpowiedników palestyńskich stanowi w oczach talibów
zupełną herezję, zaś ci, którzy się jej dopuszczają, skazani są na ogień piekielny.
- Nie jest tajemnicą, że Hamas, choć głośno o tym nie mówi, ma powiązania
z bardzo umiarkowanymi reżimami arabskimi. Słucha ich rad i wraz z nimi ocenia
rozmaite aspekty sytuacji. Z kolei Dżihad nie czyni tajemnicy ze swoich szczególnych
stosunków z szyickim Iranem. Ci, którym znane jest wyznaniowe podłoże wzajemnej
antypatii, jaką żywią do siebie Iran i talibowie, i którzy słyszeli, co mułła
Omar i Usama ben Laden myślą o szyitach, zdają sobie sprawę, że wrzucanie
ich wszystkich do jednego fundamentalistycznego worka jest nieuprawnione.
- Nawałnica, jaką wywołały ataki na Nowy Jork i Waszyngton, i podziemny nurt
arabskiej i islamskiej empatii w stosunku do tych, którzy byli w nie zamieszani,
sprawiły, że Hamas i Dżihad nie powiedziały, co tak naprawdę myślą o talibach
i Al-Kaidzie. Ci, którzy są wtajemniczeni w niektóre ich myśli, mogą być pewni,
że przywódcy Hamasu i Dżihadu patrzą na mułłę Omara i na Ben Ladena z pogardą.
Uważają, że pod względem intelektualnym są nic nie warci i że nie nawiązują
do żadnej starej tradycji, a oderwanie od realiów doprowadziło ich obu do
wyobcowanego zachowania, które na końcowym etapie maskowali twierdząc, że
działają w imieniu Palestyny.
- Hamas i Dżihad wyrażają prawdziwe nastroje ludowe. Palestyńczycy zawsze
byli rozdarci między względnie pragmatycznym nurtem nacjonalistycznym, reprezentowanym
przez Al-Fatah (i na pewnym etapie przez Demokratyczny Front Wyzwolenia Palestyny),
a nurtem odmowy, który nie mógł sankcjonować doraźnej rezygnacji z historycznych
praw swojego narodu do całej Palestyny. Symbolem tego nurtu był kiedyś Ludowy
Front Wyzwolenia Palestyny, po którym status ten odziedziczył palestyński
fundamentalizm islamski, co w świecie arabskim było jednym z przejawów szerszego
procesu przejmowania dziedzictwa ideowego lewicy arabskiej przez islamskie
ruchy fundamentalistyczne. Dziedzictwo to obejmowało jednak również gotowość
do porozumienia nawet z samym Izraelem, do rozróżnienia w łonie Al-Fatah między
Arafatem a niektórymi ludźmi z jego otoczenia i zadzierzgnięcia więzów z kołami
nie afiliowanymi ideologicznie do islamu politycznego.
- Hamas i Dżihad nie stawiają kwestii władzy w obrębie Terytoriów Okupowanych,
tzn. godzą się z istniejącym przywództwem, odmawiają kontestowania go i domagają
się, aby traktowało ich tak, jak państwo libańskie traktuje Hezbollah – aby
ich sponsorowało i dzieliło się z nimi rolami.
- Hamas i Dżihad dbają o to, aby unikać jakichkolwiek walk między samymi
Palestyńczykami – nawet wtedy, gdy to władze autonomii robią pierwszy krok
i ich nękają. Można powiedzieć, że Arafat i szerokie kręgi Al-Fatah żywią
podobne uczucia. W ostatnich dniach okazało się, że palestyńscy przywódcy
islamistyczni wiedzą, kiedy należy się cofnąć, rozumieją, jakim naciskom podlegają
władze autonomii i podzielają ich rozgoryczenie spowodowane słabością stanowiska
świata arabskiego. Na tym polu lata świetlne dzielą ich zachowanie od zachowania
Al-Kaidy i talibów.
- Z tych i innych powodów Hamas mógł w pewnej chwili ogłosić, że wstrzymuje
operacje męczeńskie, a Dżihad mógł pójść w jego ślady, choć nie ogłosił tego
formalnie. Świadczy to o poczuciu realizmu, którego zabrakło braciom afgańskim
– im przecież wydawało się przez chwilę, że są na etapie ofensywy generalnej
przeciwko „Krzyżowcom i Żydom”. Nawiasem mówiąc, zarówno Hamas, jak i Dżihad
troszczą się o stosunki z chrześcijanami palestyńskimi i arabskimi i nie podzielają
postawy talibów i Al-Kaidy wobec tego składnika ich własnego społeczeństwa,
który toczy razem z nimi tę samą walkę.
Do tego, co powiedziano wyżej, można dodać uwagę, że okoliczności historyczne,
w jakich działają Hamas i Dżihad, są odmienne od tych, w których działają talibowie
i Al-Kaida. Hamas i Dżihad stawiają opór okupacji i jeśli w swoich działaniach
posuwają się za daleko, w niczym nie uzasadnia to błędnych i nieprzemyślanych
porównań.
* Artykuł ten ukazał się w The Daily Star (Bejrut) z 29 grudnia 2001
r. Autor jest redaktorem naczelnym As-Safir – wielkiej arabskiej gazety
nacjonalistycznej wychodzącej w Bejrucie.